czwartek, 7 października 2010

mojeNYC.com

Od zawsze fascynowała mnie Ameryka. Z podziwem patrzyłem na zdjęcia, które przedstawiały Nowy Jork nocą. Miliony światełek wbite w strzeliste wieżowce, to robi wrażenie. Domyślam się, że nie tylko na mnie.

No i pewnym stopniu dotknąłem Ameryki i Nowego Jorku :)
Od kilku dni jestem ekspertem od nowych technologii w serwisie mojeNYC.com!

Drogie Czytelniczki! W większości tworzące to miejsce, zapraszam po garść porad ze świata nowych technologii, ale też ze stricte kobiecych tematów!

Zapraszam na mojeNYC.com

poniedziałek, 13 września 2010

Ja, Blogger!

W życiu o tym nie myślałem. Pewnie bym wyśmiał człowieka, który by mi o tym powiedział. Pewnie wyśmiałbym się sam... Dziś staje się to na maksa rzeczywistością.
Co takiego? Moje życie i praca w głównej mierze sprowadza się do komputera, który w misternym połączeniu z internetem, staje się moim dniem... pracy. Pracy w której piszę... teksty, ale i strony, bo jak głosi maksyma twórców WordPress (bloggerom nie trzeba przedstawiać, co to :) ), "kod to też poezja".
Poniżej, a także po lewej stronie bloga, znajdują się "drzwi" do tego czym głównie zajmuje się w czasie moich sieciowych pobytów...
zaradni.pl
londynek.net
To chyba mieści się w kategorii, którą można by nazwać "Blogger", bo blogger to taki sieciowy ktoś :)

sobota, 4 września 2010

piątek, 27 sierpnia 2010

Era Google

Dziś, żeby dowiedzieć się kto jest najbogatszym człowiekiem na świecie, a kto ma najdłuższe nogi, wystarczy skorzystać z wyszukiwarki internetowej. Mowa o Google-firmie, która coraz bardziej daje nam do zrozumienia, że żyjemy w społeczeństwie informacyjnym.

Mogę pójść o zakład i postawić całkiem sporą sumę, że każdy czytający te słowa co najmniej raz na tydzień, a może i częściej, korzysta z wynalazku Page’a i Brin’a i poleca go znajomym. Larry Page i Sergey Brin, to autorzy wyszukiwarki Google, której początki miały miejsce na uczelnianych ćwiczeniach uniwersytetu Standford’a. Okazało się, że jak na owe czasy wyszukiwarka spisuje się fenomenalnie, to znaczy kieruje internautę do stron, które są wyświetlane najczęściej i które automatycznie są najbardziej sprawdzonym źródłem informacji. To wszystko za sprawą algorytmu o który oparta jest wyszukiwarka, a jego nazwa - PageRank - to gra słów zawierająca nazwisko jednego z programistów.

W 1998 roku dwaj byli już doktoranci Standford’a, postanowili zapoczatkować nowy biznes. Początkowo Page i Brin składali własnoręcznie serwery z komputerów pozostawionych na kampusie ich Alma Mater , a po które nikt się nie zgłaszał. Miejscem dla nich był m.in. pokój Page’a w akademiku. To czasy, kiedy głównymi użytkownikami wyszukiwarki byli znajomi i przyjaciele dwóch zdolnych informatyków. Z chwilą rozrastania się firmy, Google przeniosło się do garażu Susan Wójcicki w Melno Park, gdzie Page i Brin korzystali m.in. z przydomowego jacuzzi w zamian za 1700 dolarów miesięcznej opłaty plus całodobowy dostęp do Internetu dla właścicielki.

Google cały czas się rozrastało, wynajmowało nowe pomieszczenia, kupuwało sprzęt, zyskując nowych użytkowników, a przy historycznym i przełomowym jak na Dolinę Krzemową połączeniu sił przez firmy inwestycyjne, dostało zastrzyk gotówki w wysokości 25 milionów dolarów. Była to wystarczająca suma do zatrudnienia specjalistów i przeprowadzenie się do Mountain View w Kalifornii. Powstały tam Googleplex jest do dziś główną siedzibą firmy. Siedzibą z darmowymi posiłkami, basenami, hulajnogami, siłownią, lekarzem, opiekunką dla psa, z dostępem do pralni, własną serwerownią w szerokim tego słowa znaczeniu, która jest najlepiej chronioną częścią kampusu.

Skąd Google?

Sama nazwa wzięła się z… błędu jaki zrobił w swoim standfordzkim biurze Page bawiąc się słowem googol. Googol to nic innego jak jedynka i sto zer. Termin ukuty w 1938 roku przez dziewięciolatka, siostrzeńca Edwarda Kasnera, który na pytanie wuja, jak by nazwał bardzo dużą liczbę, ten odpowiedział mu: „googol”. Pomysł na nazwę firmy należy zapisać Larry’emu, z kolei Sergey został pierwszym autorem znanego dziś na całym świecie logo, które stworzył w darmowym do dziś programie graficznym (Gimp) pisząc owe przeinaczenie słowa googol i kolorując je według uznania.

Mimo olbrzymiej pomocy finansowej, strona główna wyglądała dosyć skromnie, do tego stopnia skromnie, że podczas testów w których brali udział zwykli użytkownicy Internetu, pracownicy Google zauważyli, że po zakończeniu ładowania się strony ci siedzą dalej bezczynnie. Na pytanie: „dlaczego nic nie robicie?”, odpowiedzieli, że czekają aż załaduje się strona główna. Ówcześni tak jak i obecni użytkownicy Internetu są przyzwyczajeni do głównych stron portali, które biją po oczach jaskrawymi kolorami. Google wychodzi z założenia, że nie potrzebuje mocno ubarwionej strony, aby ich produkt się obronił, jeśli będzie dobry ludzie sami z niego skorzystają. Od czasu do czasu jedyną atrakcją na głównej stronie wyszukiwarki jest specyficznie ozdobione do danej okazji słowo „Google”.

Początek tej tradycji dała impreza pt. „Burning Man”, odbywająca się na pustynia Nevada. Impreza po trosze przypominająca Woodstock, gdzie ludzie śpią w namiotach, a czasem gdzie popadnie, bawią się na koncertach, zawierają nowe znajomości i robią zakupy w jedynym wyznaczonym do tego punkcie. Finałem całej zabawy jest spalenie wielkiej kukły i taniec wokół niej. I tak już kilka lat. Aby w jakiś sposób podkreślić ciekawą ideę tego wydarzenia Brin i Page postanowili jedno „o” ze słowa Google uczynić częścią płonącego człowieka, jako imprezy godnej polecenia. To było przysłowiową kostką domina, która pociągnęła za sobą inne ważne wydarzenia, takie jak olimpiada, początek jesieni, czy eksperyment w wielkim zderzaczu hadronów. Tym sposobem siermiężne z początku logo, stało się miłym dla oka akcentem na głównej stronie wyszukiwarki.

Twórcy Google za główną misję swojego wynalazku obrali sobie skatalogowanie i udostępnienie wszelkich informacji jakie są tylko na świecie. Dziwnie to brzmi patrząc na to, co działo się w centrum informacyjnym dla dziennikarzy podczas igrzysk w Pekinie. Firma Google zablokowała dostęp do stron o tematyce Tybetu czy o protestach na placu Tiananmen w 1989 roku w zamian za dostęp do chińskiego rynku.

Powstała nawet religia określana jako googlizm. Religia ta mówi, że tylko Google można stawiać na równi z bóstwem. Dlaczego? Dlatego, ze w serwerach jest umieszczona największa ilość wiedzy mogąca konkurować z boską. Google jest niezniszczalne, bo gdy jedne serwery przestaną działać, inne zastępują je czyniąc tym samym wyszukiwarkę wieczną…

Prócz troski o ducha, Google zatroszczy się o użytkownika, który będzie chciał wysłać nie do końca przemyślanego maila. Owe zabezpieczenie przed samym sobą, miałoby być uruchamiane domyślnie podczas weekendów, kiedy to według statystyk jest wysyłana największa ilość mailowych gaf. Jon Perlow, który jest odpowiedzialny za to rozwiązanie, twierdzi, że to przydatna rzecz po tym jak wysłał maila swojej byłej partnerce z sugestią, że powinni być razem. Zabezpieczenie miałoby polegać na rozwiązaniu quizu w odpowiednim czasie, quizu, którego nie wykona osoba zmęczona lub pod wpływem alkoholu.

Google, firma symbol, stworzona z pasji i z pasją rozwijana, coraz bardziej wchodzi w nasze życie. Troszczy się o duchową stronę Internauty, swoim logiem przypomni o dniu babci, zadba o poprawne stosunki z szefem, który nie dostanie maila z serii „co tak naprawdę o tobie myślę”. Ingerencja w nasze życie musi mieć swoje granice. Wtedy najlepiej przejść w tryb offline i zwęzić na chwilę swój internetowy świat do kilkunastu gigabajtów dysku, dysku tylko dla siebie.

Tekst ukazał się na stronach portalu londynek.net | http://londynek.net/czytelnia/article?jdnews_id=2886938&cat_id=85&page_no=1

niedziela, 25 lipca 2010

Upały w naturze



Wakacyjna, upalna pocztówka tego lata.
To zdjęcie, to jego znak rozpoznawczy... :)